And the Oscar goes to…

Już w niedzielę najwieksza gala filmowa na świecie: rozdanie Oscarów. Jak zwykle na kilka dni przed imprezą, kiedy kampanie aktorów i twórców filmowych dobiegają końca, a tabliczki z nazwiskami zwycięzców są już wygrawerowane, emocje sięgają zenitu. O to, kto w tym roku dostanie wymarzoną nagrodę, zapytałam Magdę Bigaj z serwisu Kinoplex.pl:

Biedny Leonardo… tym razem również nie dostanie Oscara. Cóż, nagrody akademii to nie stypendium dla najbardziej zasłużonych. 2013 obfitował w dobre filmy i nie tylko DiCaprio ma silną konkurencję. Chociaż zupełnie nie rozumiem zachwytu nominujących nad „Grawitacją” i „American Hustle”.  Po 10 nominacji? Przesada.

Ale skoro już mowa o mężczyznach, to przed premierą „Kapitana Philipsa” byłam pewna, że Oscar powędruje do Toma Hanksa. Film jednak, choć stanowi dobrą rozrywkę, a Tom Hanks gra jak zawsze świetnie, to jednak… właśnie, jak zawsze. Czegoś mi zabrakło. Zresztą to samo odczucie miałam w przypadku Leonardo DiCaprio, którego z roku na rok jestem coraz większą fanką. Gra znakomicie w obu filmach – „Wielkim Gatsbym” i „Wilku z Wall Street” – ale co zrobić, gdy nagle pojawia się taki Matthew McConaughey w „Dallas Buyers Club” i rozbija bank. Zaskakuje, przekonuje, wzrusza, rozkochuje, irytuje. Wszystko na raz. Jest więcej niż świetny. I miejmy nadzieję, że zostanie doceniony.

W kategorii najlepsza aktorka wcale nie jest łatwiej. W zasadzie liczą się trzy damy: Cate Blanchett, Judi Dench i Meryl Streep. Jak podsumowała moja znajoma, Streep gra w „Sierpień w hrabstwie Osage” tak dobrze, że chciałabym choć jedną rzecz w życiu tak dobrze robić. Od zgarnięcia statuetki może ją dzielić tylko fakt, że ileż można nagradzać Meryl? W obliczu talentu Blanchet, Dench i Streep, nominowanie Sandry Bullock to jakaś totalna pomyłka. Przez cały film prezentuje dwie miny i jest nieszczególnie przekonująca.

Jedyne, co mogę powiedzieć o filmie, w którym przez 1,5 godziny główna bohaterka 2 razy zmienia stacje kosmiczne, stabilizując w kosmosie swój lot za pomocą gaśnicy (sic!), to, że „Grawitacja” rzeczywiście ma niezłe efekty. To czas spędzony w kosmosie. Taka wizyta w planetarium. Byłam, widziałam, pośmiałam się ze scenariusza, nie zapamiętałam muzyki (za co ta nominacja?). Nic więcej na temat tego filmu nie mogę powiedzieć.

W kwestii muzyki, absolutnie uwiódł mnie „Wielki Gatsby”. To jeden z tych filmów, po których mam ochotę kupić płytę ze ścieżką dźwiękową. Nie później, teraz! Zresztą Gatsby… ten zrobiony jest naprawdę dobrze, z biglem i mam nadzieję, że zostanie doceniony chociaż za scenografię i kostiumy, w których jest nominowany. To film, który naprawdę warto obejrzeć – eklektyzm w łączeniu czasów już historycznych z dzisiejszą kulturą daje wspaniałą ucztę.

Na koniec, jest jedna niezmienna rzecz w Oscarach, która mnie zawsze uderza. Nominacje w kategorii filmu obcojęzycznego, które pokazują olbrzymią różnicę między mainstreamowymi produkcjami nominowanymi w głównych kategoriach, a tym, co się kręci na starym kontynencie. W zasadzie trudno mi wybrać lidera w tej kategorii – wszystkie należą do filmów, które zmieniają nasze życie. Wśród nich najbardziej poruszyło mnie „Polowanie” i Mads Mikkelsen, który niezaprzeczalnie przeżywa od kilku sezonów swój rozkwit.

I tylko żal mi Leo. Jeśli znowu dostanie nominacje i nie zostanie nagrodzony, chyba przestanie przychodzić na kolejne Gale.

Tymczasem, zaopatrzmy się w colę, uprażmy popcorn i czekajmy na wyniki.

———————————————————————————————————————–

W serwisie Kinoplex.pl możecie obejrzeć trzy z nominowanych w tym roku filmów: „Blue Jasmine” z Cate Blanchett, „Polowanie” z Madsem Mikkelsenem oraz „Przed Północą”, trzecią część trylogii z Julie Delpy i Ethanem Hawke.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: cd, dvd i filmy na Gumtree

Dodaj komentarz